Dopieszczamy pokój gracza z Govee Glide Wall Light. Recenzja

Podziel się z innymi!

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email
Share on reddit
Reddit
Share on whatsapp
WhatsApp

Pokój czy też nawet kącik gracza, to miejsce w które powinno dać nam się w pełni zrelaksować. W tym mogą pomóc dodatki, które nadadzą mu gamingowego pazura. Dziś się jednemu z nich przyjrzymy bliżej.

Czymże byłoby stanowisko gracza bez ciekawych dodatków i klimatycznego oświetlenia, idealnie wkomponowującego się do wieczornych sesji? W tym dziś pomoże nam marka Govee, która zdecydowała się podesłać do nas jeden z ich najnowszych produktów – Glide Wall Light.

Firmę Govee słynącą z produktów związanych ze smart oświetleniem możecie kojarzyć z jednego z naszych ostatnich testów, gdzie pod lupę wzięliśmy Govee Immersion Wi-Fi TV Backlights, które pozwalają dodać znany z telewizorów Philips efekt Ambilight do każdego telewizora, pod warunkiem, że ma ten odpowiedni rozmiar.

Tym razem na tapet weźmiemy modułowe odcinki LED, które tworzą efekt zbliżony do neonów. To, czego możemy się spodziewać wewnątrz pudełka zostało w przejrzysty sposób pokazane na opakowaniu.

Govee Glide Wall Light

Glide Wall Light zostały podzielone na dwa warianty, zawierające inną ilość elementów. W tym najwyższym znajdziemy osiem 30-sto centymetrowych odcinków oraz cztery kolanka o kącie 90 stopni. Z kolei w tym mniejszym i najtańszym, który to też właśnie testujemy, uświadczymy 6 odcinków oraz jedno kolanko. Wraz z tym wszystkim otrzymujemy także sterownik oraz zasilacz.

Govee Glide Wall Light

Tutaj muszę szczerze przyznać, że nawet biorąc pod uwagę fakt, że testowany przez nas zestaw jest tym najtańszym, tak brakowało mi tego drugiego kolanka, co może być znacznym ograniczeniem naszej wyobraźni, zaś droższy zestaw może zawierać nadmiar elementów, których byśmy mogli nie wykorzystać. Sam osobiście nie wykorzystałem u siebie wszystkiego, o czym napisze jeszcze nieco dalej.

Trochę szkoda, że zabrakło też funkcji personalizacji zestawów. Gdzie to sami byśmy mogli określić ile czego potrzebujemy. Wtedy byłoby idealnie, jednak póki co musimy ograniczyć się do dwóch waraintów, które moim zdaniem mogłyby być lepiej wyważone.

Wróćmy jednak do tego co mamy, jak to wygląda z bliska i co z czym się je. Otóż jak pisałem wyżej, ogranicza nas tylko wyobraźnia. Sami decydujemy w jakiej kolejności i konfiguracji połączymy elementy. Nie musimy nawet używać wszystkiego, by układ zaczął działać. Wszystkie wykonane z plastiku segmenty łączymy ze sobą niczym puzzle, nakładając je na siebie tak, aż zaskoczą ząbki i usłyszymy kliknięcie.

Govee Glide Wall Light

Nie ukrywam, że z początku miałem drobne obawy, jeżeli chodzi o trwałość tych drobnych łączeń, zdarzało mi się bowiem je kilkakrotnie złączać i rozłączać, sprawdzając różne wizje tego, jak moje pomysły wyglądałyby w praktyce. Jednak jak się okazało wszelakie moje zmartwienia na tym polu stały się w zupełności bezpodstawne. Nic nie pękło i wszystko się trzyma.

Gdy wszystko połączymy i sprawdzimy czy oświetlenie działa, możemy przejść do przymocowania tego wszystkiego do ściany. I tutaj mogę Was uspokoić, tak naprawdę w żaden sposób nie musicie ingerować w ściany budynku. Wiertarka, kołki czy młotek nie będą potrzebne. Każdy z elementów posiada na swoich końcach dwustronne taśmy, na których wszystko będzie się trzymać.

Govee Glide Wall Light

Zapewniam Was, że w ten sposób będzie trzymać się naprawdę mocno i nic nie odpadnie. Powiem więcej – na początku gdy mocowałem oświetlenie, w razie pomyłki by zostawić sobie jakiekolwiek pole manewru, użyłem co drugiej taśmy. Finalnie tak też już zostawiłem. Mijają dni i wszystko cały czas jest na swoim miejscu.

Żeby przeprowadzić Was przez cały proces „tuningowania” mojego stanowiska zobaczcie, jak prezentowało się ono na samym początku:

Choć na zdjęciu po zmroku niezbyt dużo widać, to możecie zauważyć, że mam już jakieś LED’y wzdłuż krawędzi biurka (moje stanowisko za dnia zobaczycie w oddzielnym wpisie!). Czas jednak dołączyć i te na ścianę by wznieść efekt końcowy na jeszcze wyższy poziom. Oczywiście dla swojej wygody i równego przyklejenia mojego zestawu zestawiłem z biurka wszystko, co mogło przeszkadzać. Świeżo po montażu, z gołym biurkiem wyglądało to następująco:

Govee Glide Wall Light

Jak też sami widzicie zdecydowałem się na taki kształt, który moim zdaniem prezentuje się fajnie i możliwie najlepiej. Udało mi się także bez większych problemów umieścić wszystko idealnie prosto, zachowując na każdym z ramion kąt 45*.

Musiałem jednak pozostawić niewykorzystane dwa odcinki. Inaczej stworzony trójkąt byłby zbyt wysoki i szeroki. Może też gdyby kolanko miało ostrzejszy kąt, udałoby się wykorzystać wszystko. Nigdy nie jest też za późno na zmianę sposobu rozmieszczenia elementów i wykorzystania przy tym reszty.

Mimo to jestem bardzo zadowolony z finalnego rezultatu. Zobaczcie tylko, jak prezentuje się całość gdy na biurko wróci Xbox Seires X i monitor:

Zanim to wszystko powiesiłem, swój zestaw musiałem skonfigurować ze specjalną aplikacją Govee na telefon. Proces wyglądał identycznie jak w przypadku wyżej wspomnianego oświetlenie dla telewizorów. Jeżeli więc jesteście tego ciekawi, zapraszam Was do tamtego tekstu. Tam wszystko szerzej rozpisałem.

Tym razem oczywiście nie musiałem już zakładać konta, gdyż już takowe posiadałem. Jedyne co musiałem zrobić, to wyszukać urządzenie i przypisać je do konta. Zestaw automatycznie został tez wykryty przez posiadaną przeze mnie Amazon Alexa.

Govee Glide Wall Light

Glide Wall Light są zgodne z tym asystentem głosowym jak i Asystentem Google. Dzięki temu całość będziemy mogli sterować głosem, wydając odpowiednie komendy o włączeniu, wyłączeniu, zmianie tryby czy też koloru. Podobnie nic nie stoi na przeszkodzie w tworzeniu automatyzacji, co na pewno ucieszy fanatyków rozwiązań smart home. Sam się zaliczam do tej grupy osób i jestem jak najbardziej zadowolony. Całością możemy też sterować z poziomu aplikacji, na próżno w opakowaniu szukać pilota. Trochę szkoda, bo czasami szybciej jest po niego sięgnąć, niż odpalać apkę w telefonie.

Govee Glide Wall Light

Rzecz jasna świecenie w jeden kolor to nie wszystko, co potrafią wyglądające niczym neony LED’y. Zastosowana technologia RGBIC pozwala oddać jednocześnie nawet 57 różnych kolorów, co daje naprawdę sporo możliwości.

Domyślnie przygotowanych mamy kilkadziesiąt gotowych trybów świecenia w tym imitację wschodu słońca, światła kominka, tęczy, fajerwerków i tak dalej. W dużym skrócie trochę tego jest. Nie zabrakło oczywiście trybu DIY, w którym przygotujecie własne kombinacje składające się z wybranych efektów oraz kolorów. Bez problemu wyregulujecie ich jasność oraz tempo, w przypadku zmian barw.

Govee Glide Wall Light

Przewidziano także tryb muzyki. Wbudowany moduł prześledzi otaczające go brzmienia, pozwalając świecić w rytm słyszanej muzyki. W tym miejscu uświadczymy sześć różnych trybów, gdzie ujrzymy odmienne efekty. To najlepiej można już zobaczyć na żywym nagraniu. Uchwyciliśmy na nim te i garść innych efektów:

Jak widać efekt jest naprawdę niezły i tworzy to ciekawy klimat. Światło jest też na tyle intensywne, że jest w stanie delikatnie oświetlić część pokoju znajdującą się za mną. Robi się wtedy bardzo fajnie i przytulnie. Świetna sprawa na długie, zimowe wieczory przy konsoli.

Govee Glide Wall Light

Warto mieć jednak na uwadze fakt, że nagranie i zdjęcia nie odzwierciedlają rzeczywistych i żywych barw jak i faktycznych kontrastów. Trochę trudno to wszystko uchwycić okiem kamery w sposób taki, jaki widzi to nasze oko. Musicie wziąć więc nakładkę na to, że wszystkie te kolory są w rzeczywistości jeszcze głębsze. Z kolei podświetlenie co też już widać, jest równomierne, a barwa biała z powodzeniem może służyć jako dodatkowe oświetlenie biurka, a nawet twarzy podczas streamów.

Govee Glide Wall Light

W tym wszystkim brakuje mi jednak trochę jakiejś integracji z pozostałam systemami firmy Govee, które posiadam. Szkoda, że nie ma tutaj czegoś na wzór tego, co oferuje Philips Hue, gdzie wszystkie elementy współgrają ze sobą. Ale to są już niuanse.

Jeżeli zaś kiedyś chcielibyście zdemontować LED’y ze ściany, to to też zostało odpowiednio przemyślane. Pomiędzy taśmą, a modułami znajdują się rzepy, na które to też wszystko się trzyma. W takiej sytuacji w momencie demontażu moduły powinny wypiąć się z rzepów, a na ścianie pozostać powinny paski z taśmą. Tam znajdziemy specjalne małe uszka za pomocą których je delikatnie zerwiemy nie uszkadzając nawierzchni.

Govee Glide Wall Light

Pewnie zastanawiacie się, ile to wszystko kosztuje. Taki gadżet oczywiście leży w sferze swego rodzaju zachcianek, fanaberii, z przeznaczeniem dla osób, które nie szczędzą i lubią mieć wszystko dopięte na ostatni guzik. Sama cena nie pozostawia tu żadnych złudzeń. Za recenzowany zestaw przyjdzie zapłacić nam 78,99 Euro w cenie promocyjnej (99,99 Euro w sprzedaży regularnej). Jest więc to próg na który nie każdy będzie mógł sobie pozwolić. Jak już jednak stwierdziłem, jest to rzecz dla osób, które wymagają czegoś więcej i to do nich jest targowany tego rodzaju produkt.

Govee Glide Wall Light

Jeżeli więc jesteście czymś takim zainteresowani i chcielibyście dowiedzieć się nieco więcej, nie pozostaje mi nic, jak odesłać do oficjalnego sklepu z kartą produktu.

Sprzęt do recenzji użyczyła marka Govee. Nie miała jednak wpływu na treść tej recenzji.

Plusy

  • Łatwy montaż
  • Brak ingerencji w ścianę
  • Możliwość tworzenia własnych kształtów
  • Ogólny efekt
  • Dostępne tryby oraz kreator

Minusy

  • Brak pilota
  • Cena nie należy do najniższych
  • Brak integracji z innymi produktami tej marki
  • Średnio wyważone zestawy pod kątem dostępnych komponentów i możliwości zakupu personalizowanych boxów
8,5

 

Autor wpisu:

Piotr Dudek

Piotr Dudek

Człowiek i gracz. Od wielu lat gram na konsolach Microsoftu. Moją pierwszą był Xbox 360 w zestawie z Forza Motorsport 3. Jestem  fanem 4K na dużym ekranie.  Od 6 lat jestem w programie Xbox Insider, o którym często też tu piszę. GT: Marianek9.

Promocje Xbox od CDKeys

Najnowsze wpisy, które warto zobaczyć: