Trials Rising. Jazda bez trzymanki? Recenzja gry

Podziel się z innymi!

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email
Share on reddit
Reddit
Share on whatsapp
WhatsApp

Seria Trials osiąga już pełnoletność. Po debiucie pierwszej odsłony w 2000 roku, przyszedł czas na kolejną. Sprawdźmy nad czym pracowały trzy zespoły Ubisoft i czy udało im się to zrobić naprawdę dobrze.

Nadchodzące Trials Rising to dzieło Ubisoft RedLynx, Ubisoft Kiev i Ubisoft Odessa. Jak twierdzą, ta część ma być tą najambitniejszą i największą z dotychczasowych. My od kliku dni zagrywamy ten tytuł i już wiemy jak to wszystko faktycznie wygląda.

Oprócz samego odświeżenia, pojawiło się całkiem sporo nowości i trybów gry, do których zaraz przejdziemy. Ponadto, produkcja zaskakuje różnorodnością map i napotykanymi na trasie trudnościami. Wachlarz odwiedzanych miejsc jest naprawdę duży, bowiem w trakcie swojej kariery odwiedzimy niemalże każdy zakątek świata.

Trials Rising Recenzja

To właśnie na mapie znajdziemy wszystkie nasze aktywności do wykonania. Im więcej uda nam się osiągnąć, tym więcej drzwi na inne obszary i kontynenty się przed nami otworzy. Na to co nowe, możemy natrafić już niemalże od samego początku. To dobrze, gdyż twórcy zaimplementowali kilka nowych trybów rozgrywki.

Mi najbardziej do gustu przypadły kontrakty. Jest to nic innego, jak sponsorowane wyzwania i są bardzo różne. Dla przykładu, sponsor może zażyczyć sobie, abyśmy w trakcie przejazdu zrobili 6 backflipów, niekoniecznie wygrywając nawet przy tym wyścig. Innym zaś razem, będziemy musieli sięgnąć po złoto lub zwyczajnie nie przewrócić się więcej niż określoną ilość razy. W zamian za wykonanie powierzonych zadań, możemy liczyć na dodatkowe nagrody i zwiększoną sławę.

Niestety, oprócz przewrotów w tył czy w przód, w Trials Rising nie uświadczymy bardziej spektakularnych trików. Szkoda, bo na pewnym etapie czuć pewien niedosyt.

Trials Rising Recenzja

Idąc dalej po tym co nowe, mamy Finały Stadionowe. W grze wszystkie wyścigi są podzielone na ligi, a każdą z nich będziemy kończyć właśnie na stadionie. Ciekawym elementem będzie też tryb wyzwań. Tutaj znajdziemy serię trzech wyścigów z duchami osób z sieci. Oczywiście za zadanie mamy wszystko wygrać. By jednak nie było zbyt kolorowo, każde odwiedzone miejsce będzie coraz trudniejsze, a liczba popełnionych błędów ściśle ograniczona.

Każda wywrotka może przekreślać nasze szanse na zwycięstwo, a restart wyścigu możemy wykonać tylko trzy razy w trakcie całego turnieju. Taki mechanizm autentycznie pozwala wziąć sobie zawody na poważnie, przykładając się do każdego przejechanego metra, zarazem świetnie się przy tym bawiąc. W nagrodę możemy zdobyć rzadką skrzynię ze zdecydowanie lepszą już zawartością. Na tych natomiast skupię się nieco później.

Gra oferuje nam także sieciowy tryb wieloosobowy, oraz wspólną grę sprzed telewizora. Jeżeli mowa o lokalnym co-opie, to tutaj też są zmiany. Standardowo, możemy grać do czterech osób po odblokowanych w trybie kariery trasach, tworząc z nich playlisty według własnego uznania. Jeżeli zaś przed konsolą jest Was dwójka, możecie sprawdzić pewną nowość. A mianowicie Tandem, czyli dwuosobowy motor! Brzmi jak szaleństwo? I powinno, bo tak właśnie jest. Tandem jest co prawda dostępny jedynie na wybranych trasach, gdyż najzwyczajniej nie wszędzie by się sprawdził, ale stanowi ciekawe doświadczenie.

Trials Rising Recenzja

Co ważne, moc silnika staje się zwiększona, także korzystając z takiego jednośladu w ten sposób, zmuszeni będziemy wspólnie utrzymać równowagę i zdolni dodawać gazu czy hamować.

Rzecz jasna, dla tych, co potrzebują czasu, aby wyczuć swój motor, przygotowano ośrodek szkoleniowy. Tutaj poznacie krok po kroku wszelkie aspekty jazdy i zachowania na torze, tak aby stawać się coraz lepszym.

Będąc przy aspekcie jazdy, to fizyka robi wrażenie dobrze zrobionej. Standardowo liczyć się będzie dobrze dobrana prędkość oraz balans ciałem. Bez odpowiedniej wiedzy i wizji na przejechanie danych miejsc możemy być skazani na porażkę. Momentami uświadczyłem parę zgrzytów. Takich jak jazda na dosłownie plecach po samej ziemi bez wywrotki, a nawet odzyskanie po tym równowagi na wzniesieniu. Choć nie raz potrafiło to uratować skórę, to nie jest to zbyt realistyczne.

Owszem, powiecie, że wiele elementów nie jest. W końcu nikt normalny nie wystrzeli motocyklisty z katapulty lub nie wyśle go w kosmos na mecie (Serio, tka było!). Za linią mety zawsze czeka zabawna niespodzianka. Po prostu taki ma być humor gry i to też mi się podoba. Jednak fizyka powinna działać jak w szwajcarskim zegarku. Ona jest w przypadku takiego tytułu kluczowa.

Trials Rising Recenzja

Trials Rising Recenzja

Doskonałą robotę zrobił też zespół, który konstruował poziomy. Tak naprawdę każdy z nich można przejechać na różne sposoby. Zależnie od tego jak szybko i jakim motorem się poruszamy możemy przejechać nad wybranymi konstrukcjami, przez nie, czy też pod nimi, zmieniając co nieco przebieg trasy. Dlatego też istotny będzie dobór odpowiedniego jednośladu. Każdy z nich cechuje się innymi zaletami. Tam gdzie będziemy potrzebowali zwinności, niekoniecznie sprawdzi się duża moc.

Ubisoft skupił też sporą uwagę na personalizacji. Swobodnie zmienimy wygląd naszych pojazdów jak i samej postaci. Do zdobycia mamy ponad 700 elementów ubioru oraz blisko 2,5 tysiąca naklejek. Liczba zdaje się robić wrażenie, jednak ja nie zdołałem jej odczuć. Otworzyłem wiele skrzynek, a powtarzalność przedmiotów była bardzo, ale to bardzo duża. Tutaj czuję się rozczarowany.

Moja szafa wygląda między innymi w taki sposób: pięć takich samych par rękawiczek, pięć takich samych kasków czy dwie pary tych samych spodni. Przedmiotów, które u mnie się nie powtarzają jest autentycznie niewiele, do policzenia na palcach jednej ręki. I zwykle są to przedmioty zdobywane fabularnie, niepochodzące ze skrzynek. Te więc nie działają tak jakbym oczekiwał. Jedyna, większa różnorodność jest wśród naklejek, do których zresztą nie przywiązywałem większej uwagi. Tak samo, zrobi zapewne większość graczy. Rozumiem, że ciężej jest zdobyć rzadki przedmiot, ale tutaj jest lekka przesada, otrzymując na okrągło to samo. Całe szczęście powtórki możemy sprzedać za garść kredytów.

Trials Rising Recenzja

Jednak gdy już uda nam nam się trafić coś bardziej unikalnego, dostrzec możemy, jak w szalony sposób możemy się zaprezentować. Trafiony przeze mnie hełm samuraja jest tego świetnym przykładem.

Oprócz tego wygrywać, kupować i odblokowywać dzięki postępom możemy też animacje po wygranych lub przegranych przejazdach. Niby mała rzecz, ale zawsze cieszy.

Wracając jeszcze na moment do tras, możecie liczyć na ich edytor. Świetne rozwiązanie, gdy znudzą się już Wam te dostępne w grze. O ile obsługi edytora trzeba się nauczyć, bo w końcu obsługa takowego za pomocą kontrolera może być utrudniona, tak ten oddaje naprawdę ogrom możliwości. Zwadzicie tu wszystkie elementy z serii od 2009 roku, czyli te pochodzące z Trials Fusion, Trials of the Blood Dragon, Trials Evolution czy Trials HD. Jak więc sami widzicie – „trochę” tego jest. Dokładnie ponad osiem tysięcy. Ponadto bez żadnych przeszkód zmienicie też elementy otoczenia. Pełna swoboda.

Trials Rising Recenzja

Gdy jednak dojdźcie do wniosku, że nie macie ciekawego pomysłu na własny tor lub obsługa edytora okaże się zbyt trudna czy niewygodna, to nic straconego. Bez problemu pobierzecie gotowe trasy, tworzone przez społeczność, a jak wiadomo, ludzie potrafią zaskakiwać pomysłami i wykonaniem. Pozostaje tylko czekać, aż ludzie zaczną działać. No chyba, że to Wy staniecie się twórcami 😉

Dziękujemy Ubisoft Polska za dostarczenie gry Trials Rising.

Plusy

  • Budowa i różnorodność tras
  • Nowe tryby
  • Humor
  • Fizyka

Minusy

  • Znikoma ilość trików
  • Zawartość skrzynek
8

   

Najnowsze wpisy, które warto zobaczyć:

Autor wpisu:

Piotr Dudek

Piotr Dudek

Człowiek i gracz. Od wielu lat gram na konsolach Microsoftu. Moją pierwszą był Xbox 360 w zestawie z Forza Motorsport 3. Jestem  fanem 4K na dużym ekranie.  Od 4 lat jestem w programie Xbox Insider, o którym często też tu piszę. GT: Marianek9.