Alan Wake: Remastered. Nasze wrażenia

Podziel się z innymi!

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email
Share on reddit
Reddit
Share on whatsapp
WhatsApp

Alan Wake po 11 latach ponownie powraca do Bright Falls. Jak dziś sprawdza się odświeżone wydanie gry?

Alan Wake w 2010 roku podbił serca graczy Xbox 360, a niedługo potem, bo rok później także tych PC. Korzystając z nieporównywalnie większej mocy współczesnych konsol, twórcy coraz częściej decydują się wydać swoje tytuły w odrestaurowanych wydaniach. Tak też teraz jest w przypadku Remedy Entertainment i Alana Wake’a.

To doskonały moment do sentymentalnej podróży i zobaczenia gry takiej, jaką ją zapamiętaliśmy. Wtedy, kiedy to nie oprawa graficzna grała pierwsze skrzypce. Miło w tym przypadku jest o tyle, że cena, jaką nam przyjdzie zapłacić za tegoroczne wydanie jest więcej niż uczciwa – bowiem przyjdzie nam zapłacić niecałe 100 złotych.

Ci, którzy wychowywali się i grali na konsolach za czasów ery Xboksa 360 z pewnością doskonale ten tytuł i historię znają. I w sumie mógłbym sobie odpuścić jakiekolwiek wstęp na tej płaszczyźnie, jednak pozwolę sobie na kilka słów skierowanych dla tego młodszego pokolenia graczy, których ta gra zwyczajnie mogła ominąć, a oryginalna wersja działająca w ramach wstecznej kompatybilności wydaje się (moim zdaniem błędnie) zbyt mało atrakcyjna i przestarzała.

W kilku słowach skrótu, nasz tytułowy bohater jest pisarzem, który właśnie przeżywa okres kryzysu twórczego. W poszukiwaniu natchnienia, wraz z żoną wyjeżdża daleko od tętniącego życiem miasta, gdzie każdy go jest w stanie rozpoznać. Wybór pada na domek w Bright Falls. To tam Alan miał odetchnąć i zacząć pisać.

Jednak sielanka nie trwa długo. Na miejscu szybko dochodzi do sprzeczki pomiędzy nim a Alice, czyli kobietą jego życia. Parę chwil po tym ta znika bez śladu wskakując do jeziora, a życie pisarza staje się horrorem, który on sam napisał. Czy uda mu się odnaleźć zaginioną żonę? Odpowiedź na to pytanie poznacie już w samej grze.

Jest to historia o niepowtarzalnym, mrocznym i psychologicznym klimacie. Tytuł ten docenią nie tylko fani thrillerów. I tutaj czas postawić fundamentalne pytanie: czy warto jest zagrać w remaster gry?

Tak jak już wspominałem na pewno zachęca dobra cena i fakt, że w niej zwarte są dwa dodatki, które oryginalnie były dostępne osobno. Ale czy tak samo zachęca sposób, w jaki wykonano te wydanie?

Warto tu też zaznaczyć, że mamy do czynienia z remasterem, a nie remake’iem. Oznacza to, że gra nadal bazuje na swoim oryginalnym silniku i mechanice, a zmienia się jedynie jakość tego co widzimy i słyszymy. Przede wszystkim poprawie uległa rozdzielczość gry, która została podniesiona do 4K oraz fps’y, których tutaj mamy 60.

Różnice są wręcz ogromne i widoczne na pierwszy rzut oka. Oczywiście nie mogłem nie porównać ze sobą obu wydań. Sami tylko spójrzcie, jak to wygląda:

Gra stała się znacznie bardziej wyraźna dzięki lepszej rozdzielczości, czego dopełniają ulepszone tekstury obiektów. A mrok spowija otoczenie jeszcze lepiej. Zmiany są też mocno widoczne za dnia, gdzie żadne detale nie ukryją się w ciemnych zakątkach:

Zdecydowanie mocne odświeżenie przeszły przerywniki filmowe. Tutaj gra prezentuje się jeszcze lepiej. Jest kinowo, mamy grę światła. Uwierzcie mi, że jeżeli macie w nawyku przewijanie cutscenek, to tutaj tego nie zrobicie. Mają w sobie to coś.

Jedyne do czego można by się w nich doczepić, to mimo jeszcze lepiej dopracowanych twarzy postaci, mimika nie stoi na zbyt wysokim poziomie i odrobine odstaje od całej reszty. To jednak jest właśnie fakt tego, co mówiłem przed chwilą. Takie są uroki remasterów.

Starzy wyjadacze powinni być więc zadowoleni z efektów, zaś Ci grający po raz pierwszy będą mogli delikatnie momentami odczuć powiew nieco starej mechaniki, co totalnie nie przeszkadza. Dla mnie jako fana gry, te wydanie było pozycją obowiązkową i choć nie żałuję ani jednej wydanej złotówki, tak mam pewne spostrzeżenie i niedosyt. Otóż zauważyłem pewien paradoks.

Mianowicie choć tegoroczne wydanie ma dodatkowe ulepszenie dla konsol Xbox Series X|S (w ramach Smart Delivery), tak nie obsługuje Quick Resume ani nie ma implementacji obrazu HDR. A przypominam, że jest to gra, która właśnie gra światłem. Przemierzamy czarny las z latarką w ręce, rzucamy race. Tylko sobie pomyślcie ile tutaj mógłby wnieść HDR. Ile więcej detali w czerniach i bielach moglibyśmy odkryć.

I tak jak remaster tych rzeczy nie ma, tak oryginalny Alan Wake z 2010 roku posiada Quick Resume oraz tryb Auto HDR. Co prawda nie jest on zaimplementowany w sposób natywny, tak jednak w jakiś sposób go mamy i szkoda, że zabrakło tego teraz.

Prawdę mówiąc jest to jedyna rzecz, do której mógłbym się przyczepić. Przede mną jeszcze oba dodatki i tryb audio komentarza, który jest tutaj nowością. Biorę więc w dłoń termos z kawą, latarkę wraz z zapasem baterii i idę dalej przed siebie.

Grę Alan Wake Remastered kupicie w Microsoft Store w cenie 99,99 złotych.

Autor wpisu:

Piotr Dudek

Piotr Dudek

Człowiek i gracz. Od wielu lat gram na konsolach Microsoftu. Moją pierwszą był Xbox 360 w zestawie z Forza Motorsport 3. Jestem  fanem 4K na dużym ekranie.  Od 6 lat jestem w programie Xbox Insider, o którym często też tu piszę. GT: Marianek9.

Promocje Xbox od CDKeys

Najnowsze wpisy, które warto zobaczyć: